wtorek, 13 maja 2008

Ramses w naturze


za chwile wskoczy do sadzawki w wyskoczy jeszcze szybciej. brudny, ale szczesliwy.

8 komentarzy:

Me pisze...

I can't read German, but the pictures are great. Berlin is beautiful. Is that your cat?

Lisa

voice from berlin pisze...

Yes, he lives in a flat and sometimes goes out with us. The blog is in polish, although mostly about Berlin.

Anonimowy pisze...

świetne ujęcia, szczególnie to pierwsze!

Ramzes, pozdrawia Cię mój były kot Ciapek, który również skorzystał niegdyś z orzeźwiającej kąpieli, wskakując z rozpędu do wanny, w której leżałam z głową pod wodą i z zamkniętymi oczami (w trakcie procesu płukania włosów). A o co chodziło? Korba... to taka zabawa - biegamy jak opętani z ogonem wygiętym w pałąk po wszystkim co się da, z zaskoczenia wskakujemy na przeciwnika, najlepiej prychając przy tym ostentacyjnie... Prychania i pisku było wówczas bez końca! Chęć na korbę skończyła się od razu. Niedługo potem urodziła się nowa zabawa - pani w kąpieli a kot na półce z kosmetykami zrzucający do wanny kosmetyki i z nieukrywaną satysfakcją patrzący z odległości jak pluskają wpadając do wody...

voice from berlin pisze...

hehe - w korbe tez sie czasami bawimy, chociaz rambo to juz prawie dorosly mezczyzna - 3 lata skonczyl w lutym. po sadzawce odbyl sie rytual pod tytulem "to, czego koty nie lubia najbardziej", czyli bierzemy kota pod prysznic. kot niewychodzacy, ubrudzil sie jak ostatni lump, a potem chcial do poscieli wskoczyc.

Anonimowy pisze...

Ramzes zachował się jak dorosły mężczyzna po pierwszym poważnym wychodnym... Przypomnij sobie co Ty zrobiłaś po pierwszej dobrze zakrapianej pierwszej imprezce, też pewnie chciałaś się ukryć przed rodzicami w pościeli... Mam tylko nadzieję, że nie wyglądałaś jak lump ;-) Ale to można spróbować ustalić... pozdrawiam

voice from berlin pisze...

wszystkiego mozna sie dowiedziec, ale o ile wiem dziadka w wehrmachcie nie mialam. natomiast co sie jointow tyczy to juz inna sprawa. :)

voice from berlin pisze...

a najsmieszniejsze jest to, ze to nie bylo pierwsze wychodne - juz rok temu sie w stawie skapal, ale widac zapomnial tego faktu. wtedy konsekwencje byly takie same czyli prasznic. i wtedy byl na smyczy. generalnie nie wychodzi za czesto, poniewaz ja sie troche boje, nie zawsze jest tam pusto - dzisiaj na przyklad spotkalam pania z pieskiem, ktory podobno sie kotow boi ( wygladal na nie wiecej niz 2 kilo, ramzes ma 7, wiec jest to uzasadnione), sa czasem dzieciaki i sie boje ze ucieknie. a ze mieszkamy na czwartym pietrze to ramzes w naturze zachowuje sie jak slon w sklepie z porcelana.

Anonimowy pisze...

A może Twój kot lubi takie ekstremalne sporty? :-) Mój Ciap z własnej inicjatywy przechodził często "szkolenie na pilota" (tzn. wchodził notorycznie do wszystkich toreb, torebek, foliówek i innych worków, którymi należało dla jego satysfakcji poruszać na różne sposoby, co przyjęło po jakimś czasie formę kręcenia po podłodze, w efekcie czego wychodził z tej karuzeli dobrze zakręcony; początkowo myślałam, że mu tym wybiję z głowy pakowanie się do podręcznych bagaży ale skutek był odwrotny, gdyż potrafił łazić za mną z reklamówką na głowie). Myślę, że gatunki domowe mają trochę inną konstrukcję psychiczną. Więc niech Cię może dziwią próby nurkowania, bądź udawania kangura - na pierwszym zdjęciu ;-)))