poniedziałek, 21 kwietnia 2008

Zug der Erinnerung






Ten pociag przejezdza przez najwieksze miasta niemiec. W srodku znajduje sie wystawa poswiecona pamieci dzieciom, ktore z niemieckich miast zostaly deportowane do Oswiecimia. pociag stacjonowal juz na dworcach w Hamburgu, Kolonii, Frankfurcie, a ostatni tydzien w Berlinie. W Berlinie byl niemaly problem, gdzie pociag umiescic. po dyskusjach zwiazanym z miejscem postoju i argumentami, ze Deutsche Bahn ( jako spadkobierca Reichsbahn) ma obowiazek moralny umozliwic postoj pociagowi, doszlo do "kompromisu" (mimo to nie ma postojow na ZOO czy Hauptbahnhofie) . Zatrzymal sie na Ostbahnhofie, Lichtenbergu. Schöneweide, Westhafen i na ostatnim etapie w Grunewaldzie. Zainteresowanie w Grunewald bylo ogromne. Po trzech godzinach stania w kolejce dostalam sie do srodka. Pociag ruszy z berlina do erfuhrtu, weimaru, do görlitz, 7 maja przybedzie do Wroclawia, a 8 maja dotrze do Oswiecimia. Ze stacji w Grunewaldzie deportowano ok. 50 000 osob, glownie dzieci, dlatego tez ta stacja postoju ma wymowe symbolicznajako ostatnia w Berlinie w drodze na wschod.

niedziela, 13 kwietnia 2008

dzik jest dziki

dzik jest zly
dzik ma bardzo ostre kly....






w berlinie zyje obecnie kolo 8 000 dzikow. glownie w Grunewaldzie, na Frohnau czy w Tegel. jako ze teraz maja dzieci, moga byc agresywne i moga atakowac. dwa tygodnie temu zaatakowaly pana z pieskiem w Grunewaldzie, niedaleko Teufelsee. w zeszlym roku spotkalismy wielkiego dzika na parkingu (!), przy schodach na Teufelsberg.
Niestety te zdjecia sa z duzej odleglosci robione, bo balam sie blizej podejsc. dzisiaj spotkalismy wielka sarne, ktora przebiegla kilka metrow od nas, kilka dzikow i fajne kaczki dziwaczki w dziwnych kolorach.

poniedziałek, 7 kwietnia 2008

Kreuzberg






sztuka uliczna przy warschauer brücke, schlesische straße, bardzo przyjemna kawiarnia na skarlitzer str. miedzy schlesiches tor a görlitzer bahnhof. jak widac mala acz kliamtyczna sala dla palacych. od 01.01.08 obowiazuje w Niemczech zakaz palenia w miejscach publicznych. knajpki na Kreuzbergu czy w Mitte nie przestrzegaja doslownie tego zakazu - wprowadzily podzial na miejsca dla palacych i niepalacych. Teoretycznie jest zakaz palenia i teoretycznie policja powinna interweniowac. A praktycznie jest podzial na palacych i niepalacych, i kiedy ktorys z gosci niepalacych sie poskarzy na policji wtedy ta musi interweniowac i wlasciciel placi wysoka kare. O ile wiem policja na razie nie sprawdza przestrzegania tego zakazu, ma zaczac to robic od jesieni. A knajpki na Kreuzbergu poki co nie wyganiaja palaczy na zewnatrz. na kreuzbergu jest i tak inny klimat niz gdzie indziej - spokojnie zyja sobie studenci, artysci i caly "alternatywny i ekologiczny" element spoleczenstwa.

niedziela, 6 kwietnia 2008

Reichstag c.d.

a najdziwniejszy jest system glosowania. nie ma guzikow, jak na wiejskiej i w wiekszosci panstw- co jest motywowane tym, ze takie glosowania moga byc manipulowane - mielismy taki przyklad w polskim sejmie, gdzie to sie za kolege nieobecnego glosuje.... W Bundestagu glosowanie odbywa sie przez podniesienie reki. i nikt tych glosow dokladnie nie liczy. a jezeli sa watpliwosci, glosowanie odbywa sie metoda Hammelsprung - zamykana jest sala plenarna i wszystkie wejscia / wyjscia na sale, i poslowie maszeruja gesiego przez drzwi JA / NEIN / ENTHALTUNG. wtedy wynik jest jednoznaczy, i na pewno nie zostal zmanipulowany. tak samo jak przebieg posiedzenia parlamentu - scenografowie siedza z przodu (naprzeciw glownego fotela sa takie 4 miejsca) i notuja. poniewaz technika zawodzi i w razie spornych spraw nie jest dokumentem dowodowym. bo moze zostac zmanipulowana. a scenografa na sali nikt nie zmanipuluje. dziwilam sie bardzo, jednak myslac o tym mam mieszane uczucia - z jednej strony nikt podwojnie za kolege nie zaglosuje, ale z drugiej nie mielibysmy takich kwiatkow jak wystapienie giertycha przeciw kurskiemu, ktory co do minuty kazde glosowanie wyliczyc potrafi (nieuswiadomionych odsylam na youtube). po prostu boki zrywac.

Reichstag











a to jeszcze kilka ujec z Reichstagu, ktory od 1999 roku jest siedziba Bundestagu, niemieckiego parlamentu, izby nizszej. w 1884 wybudowany na dzialce Raczynskich, zdobyty w 1945 roku przez Sowjetow byl czescia Berlina Zachodniego. odbudowany pod koniec lat 50., miescil Muzeum Reichstagu jako budynku i Bundestagu, ktory znajdowal sie w Bonn. Potem bylo tu Muzeum "Fragen an die deutsche Geschichte", a po zjednoczeniu Niemiec i decyzji o przeniesieniu parlamentu do Berlina remont, ktory tral do 1999 roku. Nowy orzel znajdujacy sie w sali plenarnej, Bundesadler 5, zaprojektowany przez Normana Fostera, wazy 2,5 tony i jest asymetryczny, co ma poslom przypominac, ze oni tez nie sa nieomylni i doskonali. Na dach z nowoczesna kopula, ktora zbiera cieple i zimne powietrze, stacjonuje je gleboko pod ziemia (ten system jest dla mnie zagadka i jako humanistka nie rozumiem tej skomplikowanej procedury), wjechac mozna codziennie do 22. Kolejka jest zawsze, ale mozna mowic o szczesciu czekajac na przyklad jedna godzine a nie jak czasami bywa - cztery.

день победы



napisy sowieckich zolnierzy z maja 1945 roku (В день победы над фашизмом) do dzis mozna ogladac w polnocnej czesci budynku, niestety rzadko dostepnej dla szerszej publicznosci. jeszcze jeden fragment zachowal sie na dachu. w tle Sony Center i Potsdamer Platz.

czwartek, 3 kwietnia 2008

Polska

za francuska gazeta, co prawda sprzed trzech lat, ale nadal bardzo aktualne. pewnie znacie, ale i tak warto sobie przypomniec paradoksy kraju nad Wisla.

"Polska. Oto znajdujemy się w świecie absurdu. Kraj, w którym co piąty mieszkaniec stracił życie w czasie drugiej wojny światowej, którego 1/5 narodu żyje poza granicami kraju i w którym co 3 mieszkaniec ma 20lat. Kraj, który ma dwa razy więcej studentów niż Francja, a inżynier zarabia tu mniej niż przeciętny robotnik. Kraj, gdzie człowiek wydaje dwa razy więcej niż zarabia, gdzie przeciętna pensja nie przekracza ceny (!) trzech par dobrych butów, gdzie jednocześnie nie ma biedy a obcy kapitał się pcha drzwiami i oknami. Kraj, w którym cena samochodu równa się trzyletnim zarobkom, a mimo to trudno znaleźć miejsce na parkingu. Kraj, w którym rządzą byli socjaliści, w którym święta kościelne są dniami wolnymi od pracy (!) Cudzoziemiec musi zrezygnować tu z jakiejkolwiek logiki, jeśli nie chce stracić gruntu pod nogami. Dziwny kraj, w którym z kelnerem można porozmawiać po angielsku, z kucharzem po francusku, ekspedientem po niemiecku a ministrem lub jakimkolwiek urzędnikiem państwowym tylko za pośrednictwem tłumacza. Polacy..! Jak wy to robicie...!"